Na początku miałam ją nazwać "Prawo pracy", kontynuując dawną serię biżuterii "Moje egzaminy", ale gdy ją robiłam uznałam, że szkoda takiej bransoletki kalać taką nazwą. I powstała "Czarna magia" :)
Jestem z niej całkiem zadowolona (nie napiszę, że dumna, bo to zbyt duże słowo). Po pierwsze- całość wykonałam ściegiem peyote parzystym, ale żeby dodać symetrię doplotłam jeden rządek (w ramach eksperymentu) brick stitchem. Eksperyment uznałam za udany :) Brzeg się nie usztywnił i nie widać różnicy między jednym a drugim ściegiem :)
Po drugie- udało mi się wykończyć tę bransoletkę tak, jak trzeba. Do zabezpieczenia supełków nie użyłam ani kropli kleju, natomaist za każdym razem dowiązując nić robiłam kilka węzełków i wplatałam nić w koraliki, kilkakrotnie zmieniając kierunek.
Po trzecie- zrobiłam zapięcie na guziki, którego trochę się obawiałam. Martwiłam się, że jak doszyję guziki, to zrobię to niestarannie, że będą odpadać i będą widoczne supełki, a drugiej strony pętelka może być za duża i nie będzie trzymać (albo za mała). na szczęście moje obawy okazały się nieuzasadnione- guziki trzymają się mocno, a pętelki są w sam raz takie, jakie być powinny.
I na koniec parę danych technicznych.
Na całość poszło łącznie niecałe 30g koralików toho hex 8/0 w kolorach jet, frosted jet i metallic cosmos, zmieszanych ze sobą, zatem dodawanych w losowej kolejności. Pętelki natomiast wykonałam z toho treasure i toho round 11/0 w kolorze jet. Bransoletka ma szerokość 3,7cm i pasuje na nadgarstek ok. 16,5cm.
Dziękuję za Wasze odwiedziny i obiecuję, że bardzo mocno myślę nad fantem na candy :) A może macie jakieś propozycje? ;)