Dzisiaj chcę Wam zaprezentować pewien wisior, nad którym spędziłam bardzo, bardzo dużo czasu, ale głownie dlatego, że sama nie mogłam zdecydować się jak on ma wyglądać i w związku z tym prułam go kilkanaście razy.
Ostatecznie efekt daleki jest od tego, jak to miało wyglądać, ale to chyba nawet lepiej ;)
Użyłam do jego wykonania kaboszonu czerwonego jadeitu i setek, a może i tysięcy koralików, zarówno toho, jak i preciosa (które znalazły się w sznurze, na którym on sobie dynda).
Naszyjnik został wykonany na prośbę pewnej osoby ode mnie z rodziny i jeśli wierzyć słowom tej osoby, to się bardzo podoba :)
Sam kamień zbyt wielki nie był, ale po obszyciu go, dodaniu kilku rzędów koralików i wykończeniu pikotkami stał się najmasywniejszym naszyjnikiem, jaki dotąd zrobiłam.
Dziękuję, że mnie tu odwiedzacie :) Mam nadzieję, że powoli, powoli będę mogła Wam jakieś nowości pokazywać :)
czwartek, 21 lutego 2013
czwartek, 14 lutego 2013
Fala
Oświadczam, że żyję ;) Ale czasu na biżutkowanie brak, bo była sesja (ok, z jednym egzaminem, ale też się liczy), a teraz magisterka, a potem otwarcie sezonu rowerowego :D (nie mogę się doczekać!)
W mojej użyłam koralików Tila w kolorze hematytowym oraz koralików fp 3mm w kolorze metallic iris purple. I to, co zamierzałam sobie zostawić, wyszło mi stanowczo za długie, bo ma pewnie ze 20 cm...
Powstało ostatnio kilka prac, ale dwóch nie mogę jeszcze pokazać, bo jadą sobie w świat, dwóch zapomniałam sfotografować, a więc na razie tylko jedna bransoletka.
Zobaczyłam takie na blogu Tiby
W mojej użyłam koralików Tila w kolorze hematytowym oraz koralików fp 3mm w kolorze metallic iris purple. I to, co zamierzałam sobie zostawić, wyszło mi stanowczo za długie, bo ma pewnie ze 20 cm...
To na razie tyle ;) Zmykam do pisania pracy magisterskiej :D
niedziela, 23 grudnia 2012
Na usługach Mikołaja
W tym roku pierwszy raz się zebrałam, żeby porobić jakieś prezenty na Święta. Równie ambitne plany miałam już rok temu, ale coś nie wyszło, w tym roku mam trochę lepszy rezultat. Na początek pokazuję bransoletkę dla kuzynki. Co i jak nauczyła mnie Ania (Sol).
Potem zabrałam się za ukośnik, którego nauczyłam się na warszawskim spotkaniu koralikowym.
Ten wyląduje w prezencie dla cioci.
Trochę statystyki.
Ten snzur jest na 12 koralików w rzędzie. Sekwencja (sama rysowałam, ale prościutka) jest na 60 koralików, które po przerobieniu dają ok. 1 cm gotowego sznura. Długość (bez zapięcia i końcówek) to 54 cm.
W związku z tym 60x54= 3240- tyle mniej więcej koralików na to poszło.
Oczywiście nie obyło się bez błędu w sekwencji, ale na żywo jest o wiele mniej zauważalny, niż w rzeczywistości.
I na sam koniec skromny wisior dla mojej Mamy.
Zawieszka szkła weneckiego leżakowała u mnie od wakacji, ale w końcu doczekała się oprawy. Pomysł nie jest oryginalny, ponieważ szkło weneckie na sznurze koralikowym wieszała już m.in. Magda.
Ciężko było go sfotografować, bo na papierze pojawia się odbłysk krawędzi.
Przy okazji przeprosiłam się trochę z tym ściegiem sznura, a to też dzięki spotkaniu koralikowemu, gdzie pokazywałam jak się go robi.
Potem zabrałam się za ukośnik, którego nauczyłam się na warszawskim spotkaniu koralikowym.
Ten wyląduje w prezencie dla cioci.
Trochę statystyki.
Ten snzur jest na 12 koralików w rzędzie. Sekwencja (sama rysowałam, ale prościutka) jest na 60 koralików, które po przerobieniu dają ok. 1 cm gotowego sznura. Długość (bez zapięcia i końcówek) to 54 cm.
W związku z tym 60x54= 3240- tyle mniej więcej koralików na to poszło.
Oczywiście nie obyło się bez błędu w sekwencji, ale na żywo jest o wiele mniej zauważalny, niż w rzeczywistości.
I na sam koniec skromny wisior dla mojej Mamy.
Zawieszka szkła weneckiego leżakowała u mnie od wakacji, ale w końcu doczekała się oprawy. Pomysł nie jest oryginalny, ponieważ szkło weneckie na sznurze koralikowym wieszała już m.in. Magda.
Ciężko było go sfotografować, bo na papierze pojawia się odbłysk krawędzi.
Przy okazji przeprosiłam się trochę z tym ściegiem sznura, a to też dzięki spotkaniu koralikowemu, gdzie pokazywałam jak się go robi.
Moi drodzy!
Korzystając z okazji życzę Wam zdrowych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w gronie najbliższych. Niech ten czas będzie czasem odpoczynku, radosnych spotkań i uprzejmych gestów.
Pamiętajcie również, że to, co najcenniejsze możemy dać w te Święta innym, to nie najdroższe prezenty pod choinką, ale nasz czas, uwaga, czułe słowo czy ciepły uśmiech. I niech właśnie tego nie brakuje w Waszych domach w te dni, a także i później, po Świętach!
Pamiętajcie również, że to, co najcenniejsze możemy dać w te Święta innym, to nie najdroższe prezenty pod choinką, ale nasz czas, uwaga, czułe słowo czy ciepły uśmiech. I niech właśnie tego nie brakuje w Waszych domach w te dni, a także i później, po Świętach!
niedziela, 16 grudnia 2012
Gwiazdka na Gwiazdkę
Jadąc tydzień temu do Warszawy, wzięłam ze sobą kupione przed wakacjami w beadingu przenośne miejsce pracy oraz dwie fiolki z koralikami- tr 8/0 sl frosted med. amethyst oraz tr 11/0 sl milky amethyst. W zamierzeniu na gwiazdkę :)
I gwiazdeczka powstała.
Jak zwykle ma filcowe wnętrze.
Z zapięcia wywaliłam ten łańcuszek i dałam po prostu jedno ogniwko- chyba lepiej wygląda na krótszym zapięciu? :)
A pamiętacie tę bransoletkę? :)
Niedawno, przy okazji Dnia Darmowej Dostawy zamówiłam z Bukowca piękny pleciony rzemień w kolorze naturalnej skóry. Długo się nie zastanawiałam co z nim zrobić, zatem przerobiłam starą bransoletkę, dodałam jeszcze dwie przekładki modułowe i mam taką oto bransoletkę:
A tak poza tym to bawię się w jakiegoś elfa i robię prezenty dla Mikołaja :) Po Świętach pokażę ;)
I gwiazdeczka powstała.
Jak zwykle ma filcowe wnętrze.
Z zapięcia wywaliłam ten łańcuszek i dałam po prostu jedno ogniwko- chyba lepiej wygląda na krótszym zapięciu? :)
A pamiętacie tę bransoletkę? :)
Niedawno, przy okazji Dnia Darmowej Dostawy zamówiłam z Bukowca piękny pleciony rzemień w kolorze naturalnej skóry. Długo się nie zastanawiałam co z nim zrobić, zatem przerobiłam starą bransoletkę, dodałam jeszcze dwie przekładki modułowe i mam taką oto bransoletkę:
I zostawiam ją dla siebie :) Jest dopasowana w sam raz na mój nadgarstek ;)
Tata powiedział (cytat): "Po co ty śmiącu jeden szłaś na prawo?" :)
A tak poza tym to bawię się w jakiegoś elfa i robię prezenty dla Mikołaja :) Po Świętach pokażę ;)
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Rower... znowu?
Tak, tak, znowu :)
Wprawdzie góral chyba poszedł już na sen zimowy (mam w planach przerobić stary rower taty na coś, na czym da radę jeździć w zimie), to o nim nie zapominam. A jako że często zapominam zabrać z siedziby koła naukowego swojego usb, to uznałam, że przydałyby mi się zawieszki. I powstało ich kilka.
Oczywiście z rowerem :) (chyba zrobię jeszcze jedną, ale zieloną, jak rama mojego roweru).
Coś ostatnio mi zdjęcia nie wychodzą :/ chyba wyszłam z wprawy :/
Jak rower, to musi być kolejne moje oczko w głowie, czyli kot. W życiu nie miałam tak spokojnego kota ;)
Przydałoby się ciut szczęścia, więc motyw już u mnie znany- koniczyna :)
I na koniec, żeby ocieplić te długie, jesienno-zimowe wieczory coś na wspomnienie lata- motylek. Akurat z motylka jestem najmniej zadowolona, bo nie podoba mi się kolorystyka. Burnt orange słabo kontrastuje z frosted smoky topaz, ale mamie się spodobało, więc sobie przywłaszczyła ;)
A tak prezentuje się cała kompania ;)
Chyba powoli wracam do koralików. Wprawdzie dalej brakuje mi pomysłów, ale za to powoli odzyskuję wolny czas, kończę praktyki, uporządkowałam już trochę sprawy w kole ;)
Dziękuję za wizyty i za miłe komentarze ;)
Wprawdzie góral chyba poszedł już na sen zimowy (mam w planach przerobić stary rower taty na coś, na czym da radę jeździć w zimie), to o nim nie zapominam. A jako że często zapominam zabrać z siedziby koła naukowego swojego usb, to uznałam, że przydałyby mi się zawieszki. I powstało ich kilka.
Oczywiście z rowerem :) (chyba zrobię jeszcze jedną, ale zieloną, jak rama mojego roweru).
Coś ostatnio mi zdjęcia nie wychodzą :/ chyba wyszłam z wprawy :/
Jak rower, to musi być kolejne moje oczko w głowie, czyli kot. W życiu nie miałam tak spokojnego kota ;)
Przydałoby się ciut szczęścia, więc motyw już u mnie znany- koniczyna :)
I na koniec, żeby ocieplić te długie, jesienno-zimowe wieczory coś na wspomnienie lata- motylek. Akurat z motylka jestem najmniej zadowolona, bo nie podoba mi się kolorystyka. Burnt orange słabo kontrastuje z frosted smoky topaz, ale mamie się spodobało, więc sobie przywłaszczyła ;)
A tak prezentuje się cała kompania ;)
Chyba powoli wracam do koralików. Wprawdzie dalej brakuje mi pomysłów, ale za to powoli odzyskuję wolny czas, kończę praktyki, uporządkowałam już trochę sprawy w kole ;)
Dziękuję za wizyty i za miłe komentarze ;)
czwartek, 29 listopada 2012
Koralikowy powrót
Chyba już narzekałam, że ostatnio nie mam czasu, siły i pomysłów, żeby zabrać się za koraliki. Tym bardziej zatem cieszę się, że udało mi się dokończyć wisior dla znajomej rodziców, który chcę jej dać w podziękowaniu za pomoc w znalezieniu praktyk.
Na sznurze koralikowym, do którego sama rozpisałam sekwencję (co prawda bardzo prostą, ale zawsze coś) zawiesiłam zawieszkę agatu. Ten agat to dla mnie pewne rozczarowanie. Na zdjęciach był piękny, miał jasne smugi, natomiast to, co dojechało do mnie, wygląda jak kawałek jednobarwnego szkła i dopiero jak się popatrzy pod światło to widać, że jakieś smugi tam są.
Nawleczenie i przeszydełkowanie poszło mi raz-dwa, potem natomiast 3 tygodnie czekał na dorobienie zapięcia. A bardzo mi zależało, żeby wykończyć go właśnie tym liściem.
Można też zdjąć agat i nosić sam sznur koralikowy.
Jak kto woli :)
Na sznurze koralikowym, do którego sama rozpisałam sekwencję (co prawda bardzo prostą, ale zawsze coś) zawiesiłam zawieszkę agatu. Ten agat to dla mnie pewne rozczarowanie. Na zdjęciach był piękny, miał jasne smugi, natomiast to, co dojechało do mnie, wygląda jak kawałek jednobarwnego szkła i dopiero jak się popatrzy pod światło to widać, że jakieś smugi tam są.
Nawleczenie i przeszydełkowanie poszło mi raz-dwa, potem natomiast 3 tygodnie czekał na dorobienie zapięcia. A bardzo mi zależało, żeby wykończyć go właśnie tym liściem.
Można też zdjąć agat i nosić sam sznur koralikowy.
Jak kto woli :)
niedziela, 18 listopada 2012
Jeszcze raz rower
Oj, dawno tu nic nie pisałam. Ale tak naprawdę ot nie mam ostatnio czasu. Rozpoczęłam praktyki i jak wychodzę z domu o 9-10, to wracam o 20 (bo jeszcze angielski, jeszcze uczelnia i jeszcze 1000 innych drobiazgów), padam na twarz, muszę przygotować rzeczy na następny dzień praktyk i nie mam jak zająć się koralikami. Nie znaczy to, że nie robię zupełnie niczego, bo mam na tapecie wymiankę mikołajkową na wizażu i z oczywistych względów chwilowo efektów pracy nie pokażę.
Poza tym staram się w weekend wygospodarować trochę czasu na rower. Wiem, że już zimno, że dni krótkie, że już mało kto jeździ i z tego powodu do lasu się sama nie wyrwę, bo się boję. Ale ścieżka rowerowa to co innego. Na ten przykład dzisiaj byłam nad Zalewem Zemborzyckim (znowu! już nie lubię tego miejsca) na deser. Poobiednia przejażdżka z herbatą w termosie i kruchymi ciastkami w sakwie i nawet mi przyjemna wyżerka wyszła na miejscu.
Wzięłam ze sobą aparat, ale na miejscu okazało się, że bateria padła, więc muszę zadowolić się tym, co udało mi się cyknąć telefonem, czyli bez rewelacji.
Pozdrawiam Was ciepło i dziękuję, że tu zaglądacie mimo wszystko. I przepraszam, że nie pokazuję Wam niczego nowego :(
Poza tym staram się w weekend wygospodarować trochę czasu na rower. Wiem, że już zimno, że dni krótkie, że już mało kto jeździ i z tego powodu do lasu się sama nie wyrwę, bo się boję. Ale ścieżka rowerowa to co innego. Na ten przykład dzisiaj byłam nad Zalewem Zemborzyckim (znowu! już nie lubię tego miejsca) na deser. Poobiednia przejażdżka z herbatą w termosie i kruchymi ciastkami w sakwie i nawet mi przyjemna wyżerka wyszła na miejscu.
Wzięłam ze sobą aparat, ale na miejscu okazało się, że bateria padła, więc muszę zadowolić się tym, co udało mi się cyknąć telefonem, czyli bez rewelacji.
Zestaw deserowy- kruche ciastka i koniecznie kubek z ciepłą, posłodzoną herbatą (w domu nie piję słodzonej herbaty, ale do termosu zawsze taką robię). W tle nieśmiało prezentuje się mój rower- wstydzi się, że będąc górale z krwi i kości, ma dokręcony bagażnik.
Słońce już zachodziło, ale w rzeczywistości nie było aż tak ciemno. Zdążyłam dojechać do domu bez konieczności zapalania lampek.
Tu siedziałam.
I jeszcze raz zachodzące słoneczko.
Pozdrawiam Was ciepło i dziękuję, że tu zaglądacie mimo wszystko. I przepraszam, że nie pokazuję Wam niczego nowego :(
Subskrybuj:
Posty (Atom)



