piątek, 14 września 2012

Małe ogłoszenie

Nie myślcie, że nie zauważyłam, jak mi stuknęło 200 obserwatorów (w chwili obecnej już jest 207). Aż mi głupio, że przybywa ich w momencie, gdy tak rzadko coś wrzucam na bloga, ale sami zrozumcie- w tym roku walczę z prawem pracy w kampanii wrześniowej i mój czas wolny na te coraz chłodniejsze popołudnia ciut się skurczył. Jednak obiecuję, że niedługo pojawi się na blogu candy :) Przecież to się Wam należy :)
Zachęcam zatem to zaglądania tutaj- w przyszły piątek egzamin, a potem będę dłubać w koralikach :)

środa, 5 września 2012

Rowerowo mi :)

Coś opornie mi idzie realizacja moich koralikowych planów wakacyjnych. Ale cóż się dziwić- pogoda tak piękna, że aż żal siedzieć w domu i dłubać w tej drobnicy. Przyjdzie jeszcze czas, że wieczory będą długie, deszcz będzie dzwonił po oknach, a wiatr wył między drzewami, na razie trzeba cieszyć się słońcem i pogodą :)
Wyjazd był i w zasadzie tyle mogę o nim powiedzieć. Akurat trafiliśmy na tydzień, kiedy było zimno i wietrznie, więc pogoda nie zachęcała do kąpieli. Natomiast na rowerze trochę pojeździłam, chociaż też miałam już chwile zwątpienia, jak w jednym miejscu wyjechaliśmy z lasu na dłuższy, odsłonięty odcinek asfaltówki przecinającej na wpół łąki i zawiał tak mocny wiatr, że niemal zatrzymało mnie i rower w miejscu.
żeby jeszcze skomplikować sprawę, to na wyjazd wzięłam ze sobą tylko jedną parę spodenek kolarskich z wkładką, których nogawki kończą się jeszcze nad kolanami. Myślałam, że przymarznę do tej ramy :D Na szczęście nic takiego nie miało miejsca, wróciłam nawet bez kataru ;)
Przedostatniego dnia wybraliśmy się na spływ kajakowy po Czarnej Hańczy. Mój brat uparł się, że koniecznie chce płynąć kajakiem jednoosobowym, mimo że ostrzegano go, że są wywrotne. On się nie wywrócił, ale ja za to przez cały spływ sama wiosłowałam w kajaku 2-osobowym, bo pan z wypożyczalni powiedział, że dziewczynie na pewno nie da "jedynki" właśnie ze względu na niestabilność. I po zakończonym spływie przeżyłam chyba najgorszy- jak dotąd- ból w swoim życiu. Bolały mnie mięśnie rąk- do tego stopnia, iż nie wiedziałam, czy je zgiąć, czy wyprostować, czy w ogóle uciąć. Leżałam na wznak na łóżku i kopałam z bólu nogami, zaciskając zęby- to nie było nadciągnięcie mięśni ani też zakwasy, tylko po prostu ogromne zmęczenie. Teraz wiem, jak wiele wysiłku wkładają sportowcy w to, co robią, przy czym mój spływ to był pikuś przy ich treningach.

A potem wróciłam do Lublina i zaczęłam tutaj śmigać na rowerze. Na ten przykład wczoraj miałam przyjemność uczestniczyć w wycieczce do Zawieprzyc, gdzie wieczorem podziwialiśmy zachód Słońca.


Nawiasem mówiąc to jedno z dosłownie garstki zdjęć, które zrobiłam w te wakacje.

Wracając poczułam zapowiedź jesieni- koło Bystrzycy (rzeka) zaciągnęło chłodem, wilgocią, a z dali dotarł zapach ogniska. Pod samym Lublinem wracaliśmy już w kompletnej ciemności- znak, że dni zrobiły się krótkie, a będą jeszcze krótsze. Na pocieszenie można dodać, że ponoć w tym roku mamy się cieszyć piękną polską złotą jesienią. A ja tak lubię jesienne Słońce, które nisko zawieszone nad horyzontem rozświetla złote i czerwone liście drzew. Oby taka aura jak najdłużej się utrzymała, a brzydka, deszczowa pogoda była jedynie krótkim przerywnikiem przed białą zimą.

Pozostając w takich ciepłych barwach pokażę Wam wisior, który uplotłam dzisiaj. Zdjęcie robocze, muszę go przecież jeszcze na czymś zawiesić i wtedy dopiero sięgnę po namiot bezcieniowy i się postaram ;)
Wykonałam go z koralików preciosa, a doczepiłam na dół kwiatuszki i listki w kolorze miodowym, które jednak zabrały mu nieco uroku, zwłaszcza przez to, że są wszystkie w jednym kolorze i zlewają się ze sobą :/


Wzór na trójkąt stąd. Zmieniłam kolory i w ostatnim rzędzie jeden koralik dałam po swojemu.

A wracając do poprzedniego posta- kto z Was widział spadającą gwiazdkę i zdążył pomyśleć życzenie, co? :) A ja widziałam ;) Ale szczegółów nie podam, bo jeszcze zapeszę :)

środa, 8 sierpnia 2012

Perseidy

W poprzednim poście już o tym wspomniałam, co zresztą szybko wychwyciła Kejti, o nocy spadających gwiazd :) Cóż, to nie moja nazwa, tak potocznie mówi się na to, co będzie można zaobserwować w nocy z 12 na 13 sierpnia w związku z przelotem Perseid. Ponoć te "spadające gwiazdy" będą najlepiej widoczne między godz. 23.30 a 1 w nocy- może warto podskoczyć samochodem na najbliższe pole za miasto i w tej krótkiej chwili pomyśleć życzenie? :)

Ja swoje spadające gwiazdy uplotłam już jakiś czas temu, a dzisiaj rano wykończyłam plecionkę.


Zauważyliście, że często u mnie na blogu pojawiają się różnego rodzaju gwiazdki? :) W zasadzie od dziecka byłam nimi zafascynowana. Uwielbiałam w czasie wakacji usiąść gdzieś na dworze lub na tarasie i po prostu godzinami patrzeć się w niebo. Oczywiście moja wiedza o gwiazdach sprowadza się do kilku lakonicznych zdań- są daleko, Słońce to też gwiazda, itp. I może właśnie przez to, że są tak odległe i nieosiągalne pobudzają moją wyobraźnię? :)


Nie wydaje Wam się to odrobinę smutne, że czasem gwiazdy to już tylko odległe odbicie przeszłości, gdyż dawno wygasły, jednak były tak daleko, iż ich światło wciąż do nas dociera? 



Tyle tego filozofowania ;)
Napiszę, że do bransoletki zużyłam całkiem sporo kryształków fire polish 4mm, trochę koralików toho hex 11/0, toho round 11/0 i 8/0.



poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Trochę antyku

Dawno, dawno temu zamówiłam na próbę koraliki toho cubes 1,5mm. Długo sobie leżały w oczekiwaniu, aż w mojej łepetynce zrodzi się pomysł na nie. Początkowo miałam zrobić z nich coś ściegiem RAW, ale jak już je otworzyłam, to okazało się, że wcale nie są tak idealnie równe, żeby zastąpiły kuleczki w tym ściegu. Potem pomyślałam, że zużyję je do węży koralikowych. Ale jakoś nie chciało mi się szydełkować.

Wczoraj natomiast przyszedł dzień pt. "skoro nie idę na rower, bo będzie burza, to wykończę parę rzeczy". Udało się wykończyć jedną bransoletkę i upleść od podstaw tę prezentowaną poniżej :)



Plan był zupełnie inny- miała to być bransoletka peyotem, szeroka na jakieś 3-4cm, ale szybko skończyłyby mi się koraliki (toho cubes pakowane są po 5g i po tyle wzięłam na spróbowanie). Gdy tak intensywnie myślałam nad nią, ostatecznie wykluł się pomysł, żeby zrobić dwa wąskie paski peyotem i połączyć je koralikami fp 4mm.
Kolory turquise picasso, jet picasso i bronze nadają bransoletce szlachetny, ciut antyczny wygląd.

Dziękuję wszystkim za odwiedziny i za wszystkie miłe komentarze :)
Życzę słonecznych dni, a tym, którzy urlopują teraz albo wakacjują- miłego odpoczynku ;)
Ja wyjeżdżam z Lublina za tydzień, jadę do Płociczna pod Suwałkami i już się cieszę na myśl, że będę mogła podziwiać, z dala od wielkich miejskich świateł, niesamowity spektakl na niebie- noc spadających gwiazd :)

piątek, 27 lipca 2012

Mało słów, kilka zdjęć

Dzisiaj nie będę dużo pisać, bo zaraz zmykam z domu, a chcę szybko puścić tę notkę na dowód tego, że coś czasem dziergam ;)

Na początek coś, o co prosiła mnie koleżanka- cztery zawieszki. Miały być zamiast krawatek zwykłe ogniwka- i są. Granatowa kulka jest z koralików preciosa, gdyż toho round 11.0 silver lined były bardzo krzywe.

A tu na dowód tej krzywizny- zdjęcie.

I bransoletka- również dla koleżanki.

Dalej- brickowy listek "chyba-dębu", który od jakichś dwóch tygodni wisi sobie przy moich kluczach na działkę. Mój pierwszy projekt w programie bead tool ;)

Podróże pociągiem nie muszą być czasem straconym ;) Dzięki akcji "moje rozstanie z ostatnią ratą stypendium" kupiłam w beadingu przenośne miejsce pracy i wzięłam je ze sobą do Warszawy, żeby wypróbować :) Rzeczywiście- koraliki nie spadały i można sobie było spokojnie wyplatać breloczek ;)



A to już "prawie staroć"- pewnie mają już z 1,5 miesiąca, ale dopiero teraz fotografowane. Pierwsze (jak dotąd jedyne) wachlarzyki.
U Was też ten kolor bronze wygląda na matowy na zdjęciu? Bo u mnie wygląda prawie jak goldenrod, ale to jest pięknie połyskujący bronze ;)


Na dzisiaj tyle ;) Teraz zmykam, bo można się spóźniać, ale nie należy przesadzać ;)

piątek, 20 lipca 2012

Lariat

Powoli (bardzo powoli) realizuję swoje wakacyjne plany koralikowe :) Wyszydełkowały się już dwa lariaty, ale drugi jeszcze wykańczam, może w przyszłym tygodniu będzie koniec ;) Na początku lariat numer 2 (bo z szydełka zszedł jako drugi, ale wykończyłam go wcześniej).


Lariat powstał z koralików preciosa 2,3mm i ma długość 150cm. Jest robiony na 5 koralików w rzędzie, czyli musiałam nawlec na niego ok 7,5m koralików. Wykończyłam go pastylkami hematytu, pięknymi filigranami, które kiedyś kupiłam w którymś sklepie internetowym i dosyć długo czekały na swoje 5 minut, oraz szklanymi, fasetowanymi kroplami w kolorze hematytowym.

Ponieważ zaraz zmykam z domu, chcę jeszcze szybko zaprosić Was w dwa miejsca w sieci. Obydwa są związane z beadingiem ;)

Po pierwsze- niedawno powstało forum dla miłośników plecionek i haftu koralikowego. Znajdziecie tam mnóstwo wzorów, a w miarę jego rozwoju będą pojawiać się nowe porady ;)
Zapraszam na


Po drugie- bardzo często dostaję maile, których treść można skrócić do zdania "Chciałabym zacząć bawić się koralikami, czy mogę prosić o rady". Z myślą o osobach, które chcą zacząć przygodę z beadingiem, przygotowałam u mnei na blogu specjalną podstronę "Beadingowe początki". W miarę wolnego czasu będę ją aktualizować i dodawać coś nowego ;) Znajdziecie ją na pasku na górze  pod tytułem bloga:


Zapraszam serdecznie do pisania swoich uwag i komentarzy- co chcielibyście (a może raczej- chciałybyście) jeszcze wiedzieć, z którymi moimi spostrzeżeniami się nie zgadzacie itd. Na stronie jest włączona opcja dodawania komentarzy ;)

wtorek, 3 lipca 2012

Wakacyjne plany

Jutro ostatni egzamin w tej sesji (nie licząc wrześniowej poprawki z prawa pracy- nie udało się).
Na te ostatnie kilka godzin powtarzania materiału brakuje mi już sił :( Mózg mi paruje, i nie wiem, czy to przez ustawę o kosztach sądowych, czy też na skutek tych temperatur. Nawet Pusia ma już dosyć tych upałów, bo dzisiaj pół dnia spała w wannie, gdzie jest najchłodniej :D

Robię sobie koralikowe plany wakacyjne. I muszę je tutaj spisać, żeby potem pamiętać, co to ja miałam do zrobienia ;)

- lariat
- kolia z tego wzoru
- gwiazdki robione trochę inaczej
- pobawić się z makramą
- frywolitki (mam już igły, potrafię nabierać oczka, czuję, że cały frywolitkowy świat przede mną)
- szydełkowa "cellini" :)
- brickowe pawie
- kwiaty z książki D. Fitzgeral
- kolczyki kwiat lotosu z "Beadworka"
- trochę haftu koralikowego
- wykorzystać w końcu przynajmniej część kryształków rivoli
- nauczyć się sznurów tureckich i ukośnika
- kumihimo!
- chainmaille (przy okazji: nauka lutowania miedzi)
- motyle peytowe, podobne jak te, co robi Weraph :)


I to tak z grubszego tyle.

A na koniec perełka ze skryptu z postępowania cywilnego.
Otóż mając niewiele ponad tydzień na taaaaak ogromny przedmiot miałam czas jedynie zapoznać sie ze skryptem. A skrypt- wiadomo, pisany przez studentów :) I zdarzają się perełki, że aż miło:
"W razie napotkania oporu w czasie postępowania egzekucyjnego, komornik, na wniosek sądu, ma usunąć opór".

Oczyma wyobraźni widzę cherlawego komornika, który w 2-3 ciosach karate powala na ziemię przerośniętego dłużnika.... ;)